Dubliński Mesjasz w Poznaniu

Jak poznańscy melomani czcili 270. urodziny „Mesjasza” Händla

 

Georg Friedrich Händel niemal 50 lat swego życia (1685-1759) poświęcił kulturze muzycznej Anglii. Mało tego, dziś wyspiarze uznają Händla, niemieckiego przecież kompozytora, za swego narodowego twórcę! A przecież „Mesjasza”, najwspanialsze z około trzydziestu oratoriów jakie skomponował, podobnie jak i inne jego dzieła, nie przyjęli Brytyjczycy z entuzjazmem po londyńskiej drugiej premierze.

 

Z bezgranicznym podziwem natomiast przyjęli ponad dwugodzinny monument melomani irlandzkiego Dublina, dla którego Händel wykorzystał swój geniusz. Geniusz tym większy, że oratorium to jest jedyne w swoim rodzaju. Ma charakter epicki, jest pozbawioną zewnętrznej akcji dramatycznej opowieścią o życiu, śmierci i posłannictwie Zbawiciela. Ale jedyna w swoim rodzaju jest muzyka „Mesjasza”. Arcypotężna, choć powściągliwa, monumentalna wyrazowo, choć pisana na kameralna wszak obsadę. Jakżeż przeczą oryginałowi, historycznie i charakterologicznie, współczesne wieloosobowe interpretacje!

 

Organizatorzy poznańskiego wykonania oratorium „Mesjasz” – w 270 lat po prapremierze w New Music Hall, przede wszystkim Poznański Chór Kameralny i jego dyrektor artystyczny Bartosz Michałowski zaprosili do współpracy Irish Baroque Orchestra (dyrektor artystyczny – Monica Huggett) i kwartet polskich solistów (Marzena Michałowska – sopran, Piotr Olech – kontratenor, Maciej Gocman – tenor i Jarosław Kalita – bas).

 

W piątkowy wieczór wspaniałe wnętrza kościoła Franciszkanów na Wzgórzu Przemysła i komplet publiczności byli świadkami fascynującego wydarzenia. Ekspresyjna osobowość dyrygenta Bartosza Michałowskiego nadała całości bardzo sprężysty charakter, puls niemal ekstatycznej brawury. Ale mając w dyspozycji tak wspaniałych instrumentalistów (z trębaczem Paulem Sharpem na czele), wokalistów (z rewelacyjnym basem na czele) i własnych chórzystów – mógł sobie bezpiecznie na to pozwolić. Nic nie ujmując wielkości dzieła Händla.

 

Andrzej Chylewski, Głos Wielkopolski, 16.04.2012